WIERSZE
procesja
ruszyli gdy stałam
blisko wejścia do ogrodu
opłakując nieobecne
dziś byty
głuchy pisk
wydobywający się z ich gardeł
spada na ziemię wraz z
rozdeptywanymi kwiatami
nadciągnęli niczym
burza na jasnym i przejrzystym niebie
czarne zakapturzone
postacie
w oparach kadzi i
spalonych ideałów
głusi na problemy
dzisiejszych dni
mijają lata kolejne
krzyżyki
przykrywają moje ciało
godzę się z tym
naznaczeniem
jak z każdą
zmarszczką zbyt wcześnie przybyłą
Obserwuję choć nic
nie mówię nie czynię
tracę swój czas
wygrany gdzieś tam na loterii na górze
spadające liście
informują mnie
ile chwil tu codziennie
tracę
Komentarze
Prześlij komentarz